niedziela, 21 września 2014

Instrukcja obsługi funduszu sołeckiego

Zachęcam do zapoznania się z podręcznikiem obsługi funduszu sołeckiego. Do końca września trwają zebrania, na których mieszkańcy sołectw mogą zdecydować o przeznaczeniu przypisanych im kwot funduszu. W gminie Jarocin, po przyjęciu inicjatywy uchwałodawczej klubu Ziemia Jarocińska fundusze wynoszą od 22 do 234 tys. zł. Burmistrz i rada miejska będą musiały uwzględnić decyzje zebrań sołeckich w budżecie na 2015 r. i wykonać.  Takim prawem rządzą się bowiem sołectwa i fundusze sołeckie. Takich praw nie mają niestety osiedla.

Link do podręcznika: http://funduszesoleckie.pl/11,636,fundusz_solecki_w_pytaniach_i_odpowiedziach.html


Terminy ostatnich zebrań:

poniedziałek (22 września)
18.00 sołectwo Kopernika (80 816 zł)

19.00 sołectwo Cząszczew (30 779 zł)

wtorek (23 września)
17.30 sołectwo Bogusław (128 007 zł)
19.00 sołectwo Zakrzew (82 229 zł)

środa (24 września)
18.00 sołectwo Potarzyca (66 625 zł)
19.00 sołectwo Witaszyce (234 033)

czwartek (25 września)
18.00 sołectwo Bachorzew (44 543 zł)
19.00 sołectwo Siedlemin (69 129 zł)

piątek (26 września)
18.00 sołectwo Kościuszki (157 249 zł)
19.00 sołectwo Mieszków (124 226 zł)

sobota (27 września)
19.00 Cielcza (144 645 zł)






Udostępnij to: Facebook

niedziela, 14 września 2014

Chrapka burmistrza Martuzalskiego na 800.000 zł miejskich funduszy sołeckich

Od kilkunastu dni czekam na odpowiedź burmistrza czy złożył do NSA odwołanie od wyroku WSA w sprawie miejskich sołectw w Jarocinie. Najpierw wystąpiłem z zapytaniem za pośrednictwem przewodniczącej rady miejskiej, ale pani przewodnicząca nie otrzymała odpowiedzi od burmistrza. Napisałem więc do burmistrza i również nie otrzymałem odpowiedzi.
Wczoraj na stronie Urzędu Miejskiego pojawił się kolejny numer gazetki propagandowej burmistrza "JAROCinfo" z artykułem "Wielkie nic - sołectw nie będzie!". Ten tryumfalny tytuł z licznymi wypowiedziami burmistrza Martuzalskiego zdaje się być odpowiedzią na kierowane do niego pytania, na które nie uzyskiwałem odpowiedzi: czy zostało przygotowane odwołanie do NSA? Termin jego złożenia mija 18 września. Przypomnę, że kiedy poprzednio WSA i NSA rozpatrywały nasze uchwały w sprawie utworzenia sołectw, wyroki różniły się. Sędziowie NSA dopuścili możliwość istnienia sołectw w mieście, warunkując to jednak spełnieniem kilku kryteriów. Przygotowująca w imieniu gminy Jarocin odpowiedź do WSA mecenas Marianna Frąckowiak przytoczyła szereg argumentów, które wpisywały się w kryteria sołectw wskazane przez NSA. Czy artykuł w gazetce burmistrza oznacza, że odwołania do NSA od wyroku WSA tym razem nie będzie? Czy gmina nie wykorzysta pełnej ścieżki sądowej do obrony uchwał?
W poniedziałek odbyło się szkolenie z korzystania z funduszu sołeckiego. Dopytywałem panią skarbnik o odwołanie. Odpowiedzi nie uzyskałem, natomiast pani skarbnik z dużą satysfakcją stwierdziła, że byłaby zadowolona, gdyby miała do dyspozycji 800.000 zł w budżecie. 800.000 zł to łączna kwota sześciu funduszy sołeckich przypadających dla miejskich sołectw: Bogusław, Konstytucji 3 Maja II, Kopernika, Kościuszki, Śródmieście i Tumidaj. Czyli gra burmistrza Martuzalskiego z sołectwami toczy się o spore pieniądze, a raczej o to, kto zdecyduje o ich przeznaczeniu - on (projekt budżetu na 2015 r. przygotuje obecnie urzędujący burmistrz) czy mieszkańcy sołectw.
Przykład decyzji, jaką w miniony piątek podjęli na zebraniu mieszkańcy sołectwa Tumidaj pokazuje, jak dobrze może skutkować przesunięcie miejsca podejmowania rozstrzygnięć z ratusza do sołectw/osiedli. Kawałek ulicy Kazimierza Wielkiego jest drogą gruntową, z dziurami i muldami. Przez lata droga nie została wybudowana, bo nie należała do gminy. Z problemem nie poradzili sobie ani radni, ani urzędnicy podlegający burmistrzowi (ktokolwiek nim był). Trzy miesiące temu inicjatywę przejęła rada sołecka i... w przyszłym roku ten fragment drogi ma się stać własnością gminy. W piątek mieszkańcy sołectwa zdecydowali, że przeznaczą 100.000 zł ze swojego funduszu na wybudowanie nawierzchni. Zauważyli problem, którego nie mogli rozwiązać przez lata urzędnicy, radni, zmieniający się burmistrzowie. Argumentem, który wzięli pod uwagę, aby wybudować właśnie ten odcinek drogi w swoim sołectwie było zamieszkiwanie tam przez dwie osoby poruszające się na wózkach inwalidzkich. Dziś jadą po muldach. Jeśli sołectwa przetrwają, a odcinek drogi zostanie przejęty przez gminę, rada miejska będzie musiała ująć to zadanie w budżecie, a burmistrz (ktokolwiek nim będzie) wykonać. Takim prawem rządzą się bowiem sołectwa i fundusze sołeckie. Takiego prawa nie mają mieszkańcy osiedli.

W gazetce anonimowy autor krytykuje radnych za to, że wprowadzili sołectwa, zamiast słuchać burmistrza proponującego "lobbowanie u ustawodawcy za zmianą przepisów". Burmistrz Martuzalski bardzo często powołuje się na swoje wpływy w partii rządzącej, tej, z pięknym, a tak spaskudzonym przez tę partię słowem "Obywatelska" w nazwie. Jak skutecznie przez ostatni rok lobbował burmistrz u swoich partyjnych kumpli świadczy uchwalona wiosną br. nowa ustawa o funduszu sołeckim. Znów ogranicza się ona jedynie do funduszu sołeckiego w sołectwach, a nie przewiduje podobnych funduszy osiedlowych w osiedlach. Zmiana przepisów wymaga jednak pomysłu, podania rozwiązań alternatywnych, a jeśli ktoś skupia się jedynie na psuciu i torpedowaniu propozycji innych, to później musi wydawać za gminne pieniądze propagandowe gazetki pełne nieprawd, manipulacji i oskarżeń pod adresem tych, którzy coś robią.







Udostępnij to: Facebook

środa, 10 września 2014

Zagłosowałem na wnioski obywateli

O północy minął termin głosowania w tzw. jarocińskim budżecie obywatelskim. Kilkanaście dni temu oddałem swój głos, mimo że bardziej obywatelska od tego budżetu obywatelskiego była Milicja Obywatelska. 


Władza Jarocina ustawiła się w uprzywilejowanej pozycji względem obywateli. Wnioski złożyły bowiem - poza obywatelami - spółki gminne (PWiK, JTBS, JFPK, ZGO, JLA). Później oceniali je i rekomendowali nadzorujący te spółki wiceburmistrz i urzędnicy oraz prezes jednej ze spółek
-wnioskodawczyń. Kuriozum.

Nie głosować jednak to tak, jakby odebrać szansę wnioskom, które złożyli pełni wiary w uczciwe zasady obywatele. Więc głosowałem - na projekty złożone przez obywateli:
1. remont amfiteatru (Marta Szych)













2. stworzenie bezkolizyjnych i bezpiecznych ścieżek rowerowych w Jarocinie (stowarzyszenie Wspólna Praca - Równe Prawa Pana Mariana Michalaka)
3. Kropla bez kitu! Woda dla uczennic i uczniów w szkołach (Karol Górski i Mariusz Taczała)
4. naprawa chodnika przy ul. T. Kościuszki (Stefan Tobolski)
5. urządzenie miejsca spotkań nad zalewem w Roszkowie (Polski Związek Wędkarski).

Chciałbym, aby za rok budżet obywatelski był rzeczywiście obywatelski, a autorzy wniosków poza zgłoszeniem propozycji zaangażowali się w ich promocję i wyjaśnianie mieszkańcom potrzeby ich realizacji, jak tym razem uczynili to Marta Szych oraz panowie Karol Górski i Mariusz Taczała. 


Teraz pozostaje nam czekać aż 11 dni na ogłoszenie wyników. Długo. W dużych miastach metropolitarnych, gdzie jest oddawanych nawet 100.000 głosów wyniki są znane po 48 godzinach od zakończenia głosowania. Oby znów nie było tak, jak przed rokiem. Wtedy nie było najważniejsze to, kto głosował, ale kto liczył głosy, a potrzebował na to aż kilkunastu dni. "Wygrała" przebudowa skrzyżowania przy powstającym centrum handlowym sponsora kampanii wyborczej nadzorującego budżet obywatelski wiceburmistrza Mikołaja Kostki, szefa SLD i stowarzyszenia Uczciwy Jarocin. Nie potrafiono jednak podać, kto był autorem wniosku do budżetu obywatelskiego przewidującego przebudowę tego skrzyżowania. 
Teraz też nie wiadomo, czy to sami prezesi spółek gminnych mieli taki przypływ obywatelskości, czy też wnioski kazał im pisać burmistrz z partii, której obywatele powinni odebrać prawo do używania w nazwie słowa "obywatelska".






Udostępnij to: Facebook

środa, 30 lipca 2014

Kit to podstawa, czyli budżet obywatelski w Jarocinie

W 2013 r. tzw. pilotaż (tego określenia zaczął używać burmistrz po tym, kiedy sam zrozumiał, że ośmieszył szczytną ideę) budżetu obywatelskiego Jarocina zakończył się kilkutygodniowym liczeniem ok. 800 głosów (nie mylić z ilością kart do głosowania) i wynikiem, który nie miał prawa nikogo zaskoczyć. Nikogo, kto obserwował profil na Facebook'u  wiceburmistrza Mikołaja Kostki, namawiającego do głosowania na przebudowę skrzyżowania ulic Wrocławskiej i Dąbrowskiego.  Zapewne wszyscy uwierzyli, że to czysty przypadek spowodował największą ilość oddanych głosów na zadanie (do dziś nie wiadomo, kto je zgłosił) polegające na budowie ronda w bezpośrednim sąsiedztwie powstającego centrum handlowego stawianego przez sponsora kampanii wyborczej obecnego zastępcy burmistrza. Pan wiceburmistrz jest szefem stowarzyszenia Uczciwy Jarocin, a budowniczy centrum handlowego wiceprezesem tego stowarzyszenia.  Miało być "uczciwie i fachowo"? To jest.

2014 r. Tym razem miało być już na poważnie także ze strony burmistrza i kompanii.  Kompania jest liczna i zaczęła pisać wnioski do budżetu obywatelskiego. 7 z 35 złożyły obywatelki. A dokładnie obywatelki spółki gminy Jarocin, podlegające burmistrzowi tejże gminy Jarocin, nadzorowane bezpośrednio przez wiceburmistrza. Do oceny wniosków burmistrz powołał wyłonioną w drodze losowania  (nie odbyło się publicznie, ale w zaciszu gabinetu burmistrza) Jarocińską Radę Budżetu Obywatelskiego.  Połowę członków wskazał sam pan burmistrz. Jego wybrańcami zostali m. in.  wiceburmistrz-fan ronda koło centrum handlowego swojego sponsora, pani wiceburmistrz, pani sekretarz gminy, pani skarbnik gminy, ale i pani prezes jednej ze spółek, która sama także złożyła wniosek, pan radny SLD, a od niedawna pracownik spółki, która także złożyła wniosek (szefem SLD jest nadzorujący spółki pan wiceburmistrz). Pan burmistrz powołał także szefa struktur powiatowych swojej partii, ale to zrozumiałe, bo skoro budżet ma być obywatelski, to bez I sekretarza komitetu powiatowego Platformy Obywatelskiej nic nie może się zdarzyć.

Z pierwszego posiedzenia Jarocińskiej Rady Budżetu Obywatelskiego pani sekretarz gminy wyprosiła obywatelkę dziennikarkę.  Dziś z ostatniego spotkania tego gremium pani sekretarz wyprosiła obywatela radnego z osiedla Ługi i obywatela kolegę tegoż radnego.  Słusznie, przypadkowi obywatele nie mogą przeszkadzać w obradach Jarocińskiej Rady Budżetu Obywatelskiego i gapić się, jak się wybiera najlepsze z wniosków.  A wybierano tak, że nadzorujący obywatelki spółki wiceburmistrz (ten od ronda i Uczciwego Jarocina) bronił wniosków nadzorowanych przez siebie obywatelek spółek. Niektórzy członkowie Jarocińskiej Rady Budżetu Obywatelskiego krzyczeli do innych: "głosuj na mój wniosek, a ja zagłosuję na twój".  Wśród członków Rady byli bowiem i autorzy wniosków, które później sami oceniali. Na koniec przyszedł pan burmistrz i powiedział, że za taki budżet obywatelski podziwia nas cała Polska. No tak, Polska kabaretowa to też Polska.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że teraz, jako obywatele, będziemy mogli głosować m. in. na wniosek "Kropla bez kitu", czyli na zakup dystrybutorów wody dla uczniów jarocińskich szkół. To jeden z wniosków, które zostały złożone z poszanowaniem zasad budżetu obywatelskiego - jawnie, przejrzyście, z dużym poparciem obywatelskim, z merytoryczną argumentacją. 


Jak robić budżet obywatelski bez kitu? Np. tak http://vimeo.com/99618329, ale pod warunkiem, że nie przyjmuje się, że kit to podstawa budżetu obywatelskiego. Chyba że ten budżet obywatelski jest na miarę możliwości jego autorów.  Jak ten miś https://www.youtube.com/watch?v=uPZj1p_smCA.






Udostępnij to: Facebook

sobota, 7 czerwca 2014

Róbmy kolejne referenda

Dostałem wezwanie na pocztę. Okazało się, że mam do odebrania przekaz pieniężny z... Urzędu Miejskiego w Jarocinie - dietę za udział 25 maja  w komisji podczas referendum w sprawie przyszłości jarocińskiego rynku. Podobne wezwania dostały także inne osoby, mimo że wielu z nas dwukrotnie - przy zgłoszeniu do komisji referendalnej i przy wypełnianiu formularza z danymi o numerze konta wyraźnie zaznaczyliśmy "zrzekam się diety" i konta nie podaliśmy. 

Kilka tygodni przed referendum zapytałem e-mailowo Urząd Miejski, czy członkowie komisji mogą pracować nieodpłatnie, rezygnując z diety. Do dziś nie otrzymałem odpowiedzi. 

Burmistrz Jarocina nie krył na sesji Rady Miejskiej satysfakcji z frekwencji, która nie przekroczyła 30%. Oznacza to, że wynik referendum - ponad 86% przeciw przejazdowi aut przez rynek i parkingowi pod ratuszem, prawie 70% za rewitalizacją starówki z uwzględnieniem marki jarocińskiego festiwalu rockowego - nie jest dla niego wiążący. Wpychanie na siłę pieniędzy gminnych członkom komisji, którzy dwukrotnie na piśmie zadeklarowali, że zrzekają się ich, odbieram jako pompowanie na siłę kosztów referendum. Burmistrz będzie obwieszczał, że kosztowało 35, 45, 55, 65... tysięcy złotych. Wszystko będzie zależało od tego, kto, co i jak policzy. Burmistrz pewnie powie, że zmarnowaliśmy te 45 czy 55 tys. zł. Sam w referendum nie wziął udziału, a podległa mu struktura urzędniczo-spółkowa profrekwencyjnie nie działała, a nawet w niektórych przypadkach antyfrekwencyjnie. 

Mimo wszystko warto było zorganizować referendum. W przypadku obu pytań odpowiedzi są jednoznaczne. Po doświadczeniu referendalnym sprzed dwóch tygodni uważam, że referenda lokalne powinniśmy organizować w ważnych sprawach gminnych co 2-3 lata. Na początku przy okazji wyborów samorządowych, parlamentarnych i prezydenckich, gdzie frekwencja wynosi 40-50%. Jak już się nauczymy korzystać z tego instrumentu demokracji, to za kilka lat mogą nam być niepotrzebne inne wybory, aby uzyskiwać wymaganą frekwencję. A może do tego czasu zostanie zniesiony 30% próg, co przewiduje m. in. projekt prezydencki zmiany przepisów. 

40-50 tys. zł to koszt tegorocznego jarocińskiego referendum, ale zaangażowanie blisko 8 tys. mieszkańców (tylu głosowało) w podjęcie ważnej decyzji jest zdecydowanie więcej warte. Gminę Jarocin z budżetem 120 mln zł stać na to. Wie o tym antyreferendalny burmistrz z partii ze słowem "obywatelska" w nazwie. Lekką ręką wydał np. ponad 60 tys. zł na audyt, który był próbą znalezienia haków na poprzedników i... nic nie wykrył. 60 tys. zł zapłacił burmistrz za koncepcję rewitalizacji starówki, która wyklucza auta na rynku, a mimo to pomysł ten jest forsowany przez włodarza miasta.

Róbmy więc kolejne referenda, bo są o wiele więcej warte niż 40 - 50 tys. zł.   






Udostępnij to: Facebook

poniedziałek, 26 maja 2014

Nieważne BARDZO WAŻNE referendum

Już oficjalnie: 86,23% głosujących w referendum opowiedziało się przeciw wprowadzeniu aut na jarociński rynek, a 67,91% chce, aby rewitalizacja starówki odbywała się z wykorzystaniem marki festiwalu rockowego w Jarocinie. Frekwencja wyniosła w skali całej gminy 21,14%, co oznacza, że wynik referendum nie musi być wiążący dla władz gminy wobec nieuzyskania ustawowego pułapu 30%.  Trudno jednak wyobrazić sobie sytuację, w której jednoznacznie wyrażona wola mieszkańców nie zostanie uwzględniona przez organ wykonawczy gminy, czyli burmistrza.

21% to dobry rezultat w skali gminy, w której grupa mieszkańców angażuje się, aby jak najwięcej obywateli głosowało, a organ wykonawczy gminy swoimi działaniami i zaniechaniami działa antyfrekwencyjnie.

Po kolei. Najpierw radnym odmówiono możliwości informowania mieszkańców o referendum na łamach wydawanej przez miejską spółkę gazecie dostarczanej do wszystkich domostw. W ten sposób uniemożliwiono wyjaśnienie przedmiotu referendum, podejmowanych zagadnień, ale również sposobie i miejscach głosowania, zwłaszcza po zmianie granic obwodów głosowania. W gazetce burmistrza wydanej na kilka dni przed referendum mogliśmy za to zobaczyć kolejne wizualizacje rynku z zielenią i pojedynczymi samochodami, mimo że projekt zakłada 28 miejsc parkingowych. O referendum w gazetce wspomniano jedynie w maleńkiej notce. Burmistrz nie poinformował kilku tysięcy mieszkańców, że tym razem będą głosować w innych miejscach niż dotychczas (ul. św. Ducha, os. Polna, Wojska Polskiego, Glinki), a w przypadku kilku wsi (np. Radlin, Potarzyca) nawet w innych miejscowościach niż dotychczas. Radni do dziś nie otrzymali odpowiedzi, od prezesa innej miejskiej spółki - JTBS, na prośbę o możliwość rozwieszenia plakatów z datą referendum i pytaniami referendalnymi na klatkach schodowych bloków i kamienic miejskich i spółki. Za to tam pojawiły się plakaty z hasłem "Ratujmy Rynek" (to nazwa portalu przeciwników aut na rynku) i nawołaniem do głosowania 2 x TAK, czyli również za wjazdem samochodów na rynek. Takie same plakaty, firmowane przez stowarzyszenie kupców, pojawiły się tuż przed referendum w autobusach i na przystankach autobusowych, tuż obok afiszy z datą referendum i pytaniami referendalnymi.

Jednak dopiero w niedzielę 25 maja można było zobaczyć, jak może wyglądać obstrukcja organu odpowiedzialnego za wykonanie uchwały Rady Miejskiej w sprawie referendum. Lokale referendalne znajdowały się w tych samych budynkach, w których komisje wyborcze w wyborach do PE. Tam, gdzie lokale referendalne były widoczne np. Centrum Socjalne przy ul. Wrocławskiej (pomieszczenie naprzeciwko lokalu do wyborów do PE), Rynek-Ratusz (tuż obok schodów), frekwencja przekroczyła 30% i była wyższa niż w wyborach do PE. W kilku komisjach referendalnych ich członkowie informowali wchodzących do budynku  o tym, jak trafić do lokalu referendalnego, bo jego oznakowanie i usytuowanie w salach w bocznych korytarzach, albo za kilkoma zakrętami bardzo ograniczało szanse na ich odnalezienie przez chcących głosować. Tak było chociażby w Pałacu Radolińskich (frekwencja 30,5%). W Szkole Podstawowej nr 4 pojedynczy członkowie komisji spędzili cały dzień na holu i na boisku szkolnym, aby kierować ruchem wyborców, bo po dwóch godzinach od otwarcia lokalu nie trafiła tam ani jedna osoba. Ostatecznie niewiele zabrakło, aby i w tym ukrytym lokalu frekwencja uzyskała ustawowe 30%.

Oddzielnym problemem było niedoinformowanie wyborców o zmianie miejsc, w których głosują, po zmianie granic obwodów głosowania. To również przełożyło się na frekwencję. Np. w Wilkowyi w jednej komisji frekwencja wyniosła niespełna 11%, bo nie dotarli tam wyborcy z Radlina, którzy od lat głosowali w Mieszkowie. Dopiero w tamtejszej komisji dowiadywali się, że muszą jechać 10 km do Wilkowyi, aby oddać głos. W Siedleminie frekwencja wyniosła niespełna 13%, ale tam z kolei nie dotarli wyborcy z Potarzycy, głosujący dotąd w Golinie. Podobne przypadki były również w Jarocinie. Mieszkańcy ul. św. Ducha i os. Glinki zjawiali się w Pałacu Radolińskich, aby tam dowiedzieć się, że głosują w Zespole Szkół nr 5. Mieszkańcy os. Polna zawsze głosowali w ZS nr 3 i tam się wczoraj pojawili, a tym mieli pójść/pojechać 2,5 km do SP 4. Czy brak informacji o tej zmianie na stronie internetowej gminy i w gazetce burmistrza rozprowadzanej do domów 2-3 dni prze referendum to tylko niedopatrzenie urzędników? Raczej to kolejne działanie/zaniechanie przeciwnego referendum burmistrza. Można nie zgadzać się z inicjatorami referendum, ale niedopuszczalne jest szkodzenie idei referendum i demokratycznym wyborom. Prezydent Krakowa przegrał wczoraj referendum w sprawie organizacji zimowych igrzysk, ale promował udział w głosowaniu podobnie jak jego inicjatorzy. Wykonywał uchwałę Rady Miasta. Uczestniczył też w merytorycznej debacie.
Formalnie referendum w Jarocinie, ze względu na zbyt niską frekwencję (nieprzekroczenie progu 30%) jest nieważne. Zapewne to będzie akcentował również burmistrz, który też może zdecydować o wprowadzeniu samochodów na rynek. Jednak referendum było BARDZO WAŻNE, bo jego wynik jest jednoznaczny i wskazuje, że mieszkańcy nie chcą przejazdu samochodów przez rynek i parkingu na rynku. Chcą za to, aby rewitalizacja starówki uwzględniała markę jarocińskiego festiwalu rockowego. Nieuszanowanie tego wyniku przez burmistrza byłoby skrajnie antyobywatelską decyzją, ale po doświadczeniach z zabijaniem referendum sądzę, że wszystko jest możliwe. Nieuwzględnienie wyniku referendum byłoby również szkodliwe dla demokracji. Jak bowiem wyborca ma pojąć, że wybory do Parlamentu Europejskiego są ważne przy podobnej frekwencji do tej z referendum, a głosowanie referendalne nieważne? Problem 30-procentowego progu zauważył już dwa lata temu Prezydent RP i zaproponował zmianę przepisów o referendum lokalnym (jeśli nie dotyczy ono odwołania któregoś z organów gminy) polegająca na zniesie tego wymogu formalnego. Wczorajsze głosowanie w Jarocinie pokazuje, że to krok w dobrą stronę, bo zwiększyłoby to prawa obywateli do decydowania i dawało poczucie rzeczywistego sprawstwa w rozstrzyganiu spraw lokalnych.


Referendum było bardzo ważne z jeszcze jednego powodu. Wywołało zainteresowanie dyskusją o rewitalizacji. Mieszkańcy zainteresowali się w ogóle znaczeniem tego słowa, zaczęli debatę na ten temat na forach internetowych, tam pojawiły się pomysły mieszkańców na ożywienie Starego Miasta. Na szczęście burmistrz Jarocina nie ma w swoich kompetencjach prawa do wyłączenia obywatelom Internetu. Do dyskusji o rewitalizacji włączyły się bardzo mocno i konstruktywnie media lokalne, organizacje pozarządowe, muzeum i biblioteka. Dzięki nim mogliśmy posłuchać, co o rzeczywistej rewitalizacji miast i rewitalizacji samochodami mówią eksperci, praktycy, osoby mieszkające w miastach projektowanych przede wszystkim dla ludzi, a nie dla samochodów. Szkoda, że w tej dyskusji nie uczestniczyli (poza pojedynczymi wyjątkami) radni Rady Miejskiej w Jarocinie, burmistrz i jego zastępcy, podlegli im urzędnicy. Bez nich przeprowadzenie rzeczywistych procesów rewitalizacyjnych (urbanistycznych, komunikacyjnych, infrastrukturalnych, a zwłaszcza społecznych) będzie bardzo trudne. Czasem wystarczy jednak, aby ktoś nie przeszkadzał i nie szkodził, aby mogła nastąpić pozytywna zmiana wprowadzana przez samych obywateli. Tak więc to formalnie nieważne  referendum było BARDZO WAŻNYM REFERENDUM. Jarocin się budzi, rynek dla ludzi!      






Udostępnij to: Facebook

środa, 16 kwietnia 2014

25 maja referendum w sprawie aut na rynku i rewitalizacji

25 maja wraz z wyborami do Parlamentu Europejskiego w Jarocinie odbędzie się referendum gminne w sprawie rewitalizacji centrum miasta. Dziś popołudniu w Dzienniku Urzędowym Województwa Wielkopolskiego została opublikowana uchwała Rady Miejskiej w Jarocinie podjęta 11 kwietnia. 

Inicjatywa referendalna Rady Miejskiej w Jarocinie to odpowiedź radnych na przygotowywane przez burmistrza Jarocina wprowadzenie przejazdu samochodów przez jarociński rynek i stworzenie na części rynku parkingu. Rozwiązanie takie popierają właściciele sklepów działających przy rynku, gdyż ma ono ożywić centrum miasta. Przeciwnego zdania są eksperci, którzy opracowali  dla gminy Jarocin koncepcję rewitalizacji starówki. Także z badania opinii mieszkańców przeprowadzonego przed kilkoma miesiącami wynika, że jedynie około 12% jarociniaków jest przekonanych, że to zmiany organizacji ruchu spowodują ożywienie rynku. 

W 2005 r. przy okazji wyborów Prezydenta RP w Jarocinie zapytano mieszkańców gminy Jarocin, co sądzą o pomyśle wprowadzenia aut na rynek. Wtedy 87% wyborców była przeciwna. Jednak wtedy to zapytanie nie miało formy referendum gminnego, ale sondażu. Wynik referendum gminnego jest wiążący dla organów gminy - burmistrza i rady miejskiej. 

Radni zaproponowali w uchwale dwa pytania:   
- Czy jesteś za wprowadzeniem przejazdu samochodów przez jarociński Rynek i stworzeniem parkingu na Rynku? 
- Czy jesteś za przeprowadzeniem przez gminę Jarocin rewitalizacji centrum miasta z wykorzystaniem marki festiwalu muzyki rockowej? 
                
W Jarocinie od kilku miesięcy toczy się debata nad sposobami rewitalizacji centrum miasta. Ma to związek m. in. z pojawiającymi się nowymi możliwościami inwestowania w infrastrukturę staromiejską dzięki środkom z nowego budżetu Unii Europejskiej. Jarocińscy radni chcieliby, aby działania mające na celu uatrakcyjnienie starego miasta uwzględniły także rewitalizację społeczną i gospodarczą. Dla części radnych szansą na to jest otwierany 17 lipca w sąsiedztwie rynku Spichlerz Polskiego Rocka - nowoczesne, multimedialne muzeum polskiej muzyki rockowej, stąd treść drugiego zaproponowanego pytania referendalnego.             

Aby referendum 25 maja było ważne, musi w nim wziąć udział minimum 30% osób uprawnionych do głosowania.  






Udostępnij to: Facebook