środa, 30 lipca 2014

Kit to podstawa, czyli budżet obywatelski w Jarocinie

W 2013 r. tzw. pilotaż (tego określenia zaczął używać burmistrz po tym, kiedy sam zrozumiał, że ośmieszył szczytną ideę) budżetu obywatelskiego Jarocina zakończył się kilkutygodniowym liczeniem ok. 800 głosów (nie mylić z ilością kart do głosowania) i wynikiem, który nie miał prawa nikogo zaskoczyć. Nikogo, kto obserwował profil na Facebook'u  wiceburmistrza Mikołaja Kostki, namawiającego do głosowania na przebudowę skrzyżowania ulic Wrocławskiej i Dąbrowskiego.  Zapewne wszyscy uwierzyli, że to czysty przypadek spowodował największą ilość oddanych głosów na zadanie (do dziś nie wiadomo, kto je zgłosił) polegające na budowie ronda w bezpośrednim sąsiedztwie powstającego centrum handlowego stawianego przez sponsora kampanii wyborczej obecnego zastępcy burmistrza. Pan wiceburmistrz jest szefem stowarzyszenia Uczciwy Jarocin, a budowniczy centrum handlowego wiceprezesem tego stowarzyszenia.  Miało być "uczciwie i fachowo"? To jest.

2014 r. Tym razem miało być już na poważnie także ze strony burmistrza i kompanii.  Kompania jest liczna i zaczęła pisać wnioski do budżetu obywatelskiego. 7 z 35 złożyły obywatelki. A dokładnie obywatelki spółki gminy Jarocin, podlegające burmistrzowi tejże gminy Jarocin, nadzorowane bezpośrednio przez wiceburmistrza. Do oceny wniosków burmistrz powołał wyłonioną w drodze losowania  (nie odbyło się publicznie, ale w zaciszu gabinetu burmistrza) Jarocińską Radę Budżetu Obywatelskiego.  Połowę członków wskazał sam pan burmistrz. Jego wybrańcami zostali m. in.  wiceburmistrz-fan ronda koło centrum handlowego swojego sponsora, pani wiceburmistrz, pani sekretarz gminy, pani skarbnik gminy, ale i pani prezes jednej ze spółek, która sama także złożyła wniosek, pan radny SLD, a od niedawna pracownik spółki, która także złożyła wniosek (szefem SLD jest nadzorujący spółki pan wiceburmistrz). Pan burmistrz powołał także szefa struktur powiatowych swojej partii, ale to zrozumiałe, bo skoro budżet ma być obywatelski, to bez I sekretarza komitetu powiatowego Platformy Obywatelskiej nic nie może się zdarzyć.

Z pierwszego posiedzenia Jarocińskiej Rady Budżetu Obywatelskiego pani sekretarz gminy wyprosiła obywatelkę dziennikarkę.  Dziś z ostatniego spotkania tego gremium pani sekretarz wyprosiła obywatela radnego z osiedla Ługi i obywatela kolegę tegoż radnego.  Słusznie, przypadkowi obywatele nie mogą przeszkadzać w obradach Jarocińskiej Rady Budżetu Obywatelskiego i gapić się, jak się wybiera najlepsze z wniosków.  A wybierano tak, że nadzorujący obywatelki spółki wiceburmistrz (ten od ronda i Uczciwego Jarocina) bronił wniosków nadzorowanych przez siebie obywatelek spółek. Niektórzy członkowie Jarocińskiej Rady Budżetu Obywatelskiego krzyczeli do innych: "głosuj na mój wniosek, a ja zagłosuję na twój".  Wśród członków Rady byli bowiem i autorzy wniosków, które później sami oceniali. Na koniec przyszedł pan burmistrz i powiedział, że za taki budżet obywatelski podziwia nas cała Polska. No tak, Polska kabaretowa to też Polska.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że teraz, jako obywatele, będziemy mogli głosować m. in. na wniosek "Kropla bez kitu", czyli na zakup dystrybutorów wody dla uczniów jarocińskich szkół. To jeden z wniosków, które zostały złożone z poszanowaniem zasad budżetu obywatelskiego - jawnie, przejrzyście, z dużym poparciem obywatelskim, z merytoryczną argumentacją. 


Jak robić budżet obywatelski bez kitu? Np. tak http://vimeo.com/99618329, ale pod warunkiem, że nie przyjmuje się, że kit to podstawa budżetu obywatelskiego. Chyba że ten budżet obywatelski jest na miarę możliwości jego autorów.  Jak ten miś https://www.youtube.com/watch?v=uPZj1p_smCA.






Udostępnij to: Facebook

sobota, 7 czerwca 2014

Róbmy kolejne referenda

Dostałem wezwanie na pocztę. Okazało się, że mam do odebrania przekaz pieniężny z... Urzędu Miejskiego w Jarocinie - dietę za udział 25 maja  w komisji podczas referendum w sprawie przyszłości jarocińskiego rynku. Podobne wezwania dostały także inne osoby, mimo że wielu z nas dwukrotnie - przy zgłoszeniu do komisji referendalnej i przy wypełnianiu formularza z danymi o numerze konta wyraźnie zaznaczyliśmy "zrzekam się diety" i konta nie podaliśmy. 

Kilka tygodni przed referendum zapytałem e-mailowo Urząd Miejski, czy członkowie komisji mogą pracować nieodpłatnie, rezygnując z diety. Do dziś nie otrzymałem odpowiedzi. 

Burmistrz Jarocina nie krył na sesji Rady Miejskiej satysfakcji z frekwencji, która nie przekroczyła 30%. Oznacza to, że wynik referendum - ponad 86% przeciw przejazdowi aut przez rynek i parkingowi pod ratuszem, prawie 70% za rewitalizacją starówki z uwzględnieniem marki jarocińskiego festiwalu rockowego - nie jest dla niego wiążący. Wpychanie na siłę pieniędzy gminnych członkom komisji, którzy dwukrotnie na piśmie zadeklarowali, że zrzekają się ich, odbieram jako pompowanie na siłę kosztów referendum. Burmistrz będzie obwieszczał, że kosztowało 35, 45, 55, 65... tysięcy złotych. Wszystko będzie zależało od tego, kto, co i jak policzy. Burmistrz pewnie powie, że zmarnowaliśmy te 45 czy 55 tys. zł. Sam w referendum nie wziął udziału, a podległa mu struktura urzędniczo-spółkowa profrekwencyjnie nie działała, a nawet w niektórych przypadkach antyfrekwencyjnie. 

Mimo wszystko warto było zorganizować referendum. W przypadku obu pytań odpowiedzi są jednoznaczne. Po doświadczeniu referendalnym sprzed dwóch tygodni uważam, że referenda lokalne powinniśmy organizować w ważnych sprawach gminnych co 2-3 lata. Na początku przy okazji wyborów samorządowych, parlamentarnych i prezydenckich, gdzie frekwencja wynosi 40-50%. Jak już się nauczymy korzystać z tego instrumentu demokracji, to za kilka lat mogą nam być niepotrzebne inne wybory, aby uzyskiwać wymaganą frekwencję. A może do tego czasu zostanie zniesiony 30% próg, co przewiduje m. in. projekt prezydencki zmiany przepisów. 

40-50 tys. zł to koszt tegorocznego jarocińskiego referendum, ale zaangażowanie blisko 8 tys. mieszkańców (tylu głosowało) w podjęcie ważnej decyzji jest zdecydowanie więcej warte. Gminę Jarocin z budżetem 120 mln zł stać na to. Wie o tym antyreferendalny burmistrz z partii ze słowem "obywatelska" w nazwie. Lekką ręką wydał np. ponad 60 tys. zł na audyt, który był próbą znalezienia haków na poprzedników i... nic nie wykrył. 60 tys. zł zapłacił burmistrz za koncepcję rewitalizacji starówki, która wyklucza auta na rynku, a mimo to pomysł ten jest forsowany przez włodarza miasta.

Róbmy więc kolejne referenda, bo są o wiele więcej warte niż 40 - 50 tys. zł.   






Udostępnij to: Facebook

poniedziałek, 26 maja 2014

Nieważne BARDZO WAŻNE referendum

Już oficjalnie: 86,23% głosujących w referendum opowiedziało się przeciw wprowadzeniu aut na jarociński rynek, a 67,91% chce, aby rewitalizacja starówki odbywała się z wykorzystaniem marki festiwalu rockowego w Jarocinie. Frekwencja wyniosła w skali całej gminy 21,14%, co oznacza, że wynik referendum nie musi być wiążący dla władz gminy wobec nieuzyskania ustawowego pułapu 30%.  Trudno jednak wyobrazić sobie sytuację, w której jednoznacznie wyrażona wola mieszkańców nie zostanie uwzględniona przez organ wykonawczy gminy, czyli burmistrza.

21% to dobry rezultat w skali gminy, w której grupa mieszkańców angażuje się, aby jak najwięcej obywateli głosowało, a organ wykonawczy gminy swoimi działaniami i zaniechaniami działa antyfrekwencyjnie.

Po kolei. Najpierw radnym odmówiono możliwości informowania mieszkańców o referendum na łamach wydawanej przez miejską spółkę gazecie dostarczanej do wszystkich domostw. W ten sposób uniemożliwiono wyjaśnienie przedmiotu referendum, podejmowanych zagadnień, ale również sposobie i miejscach głosowania, zwłaszcza po zmianie granic obwodów głosowania. W gazetce burmistrza wydanej na kilka dni przed referendum mogliśmy za to zobaczyć kolejne wizualizacje rynku z zielenią i pojedynczymi samochodami, mimo że projekt zakłada 28 miejsc parkingowych. O referendum w gazetce wspomniano jedynie w maleńkiej notce. Burmistrz nie poinformował kilku tysięcy mieszkańców, że tym razem będą głosować w innych miejscach niż dotychczas (ul. św. Ducha, os. Polna, Wojska Polskiego, Glinki), a w przypadku kilku wsi (np. Radlin, Potarzyca) nawet w innych miejscowościach niż dotychczas. Radni do dziś nie otrzymali odpowiedzi, od prezesa innej miejskiej spółki - JTBS, na prośbę o możliwość rozwieszenia plakatów z datą referendum i pytaniami referendalnymi na klatkach schodowych bloków i kamienic miejskich i spółki. Za to tam pojawiły się plakaty z hasłem "Ratujmy Rynek" (to nazwa portalu przeciwników aut na rynku) i nawołaniem do głosowania 2 x TAK, czyli również za wjazdem samochodów na rynek. Takie same plakaty, firmowane przez stowarzyszenie kupców, pojawiły się tuż przed referendum w autobusach i na przystankach autobusowych, tuż obok afiszy z datą referendum i pytaniami referendalnymi.

Jednak dopiero w niedzielę 25 maja można było zobaczyć, jak może wyglądać obstrukcja organu odpowiedzialnego za wykonanie uchwały Rady Miejskiej w sprawie referendum. Lokale referendalne znajdowały się w tych samych budynkach, w których komisje wyborcze w wyborach do PE. Tam, gdzie lokale referendalne były widoczne np. Centrum Socjalne przy ul. Wrocławskiej (pomieszczenie naprzeciwko lokalu do wyborów do PE), Rynek-Ratusz (tuż obok schodów), frekwencja przekroczyła 30% i była wyższa niż w wyborach do PE. W kilku komisjach referendalnych ich członkowie informowali wchodzących do budynku  o tym, jak trafić do lokalu referendalnego, bo jego oznakowanie i usytuowanie w salach w bocznych korytarzach, albo za kilkoma zakrętami bardzo ograniczało szanse na ich odnalezienie przez chcących głosować. Tak było chociażby w Pałacu Radolińskich (frekwencja 30,5%). W Szkole Podstawowej nr 4 pojedynczy członkowie komisji spędzili cały dzień na holu i na boisku szkolnym, aby kierować ruchem wyborców, bo po dwóch godzinach od otwarcia lokalu nie trafiła tam ani jedna osoba. Ostatecznie niewiele zabrakło, aby i w tym ukrytym lokalu frekwencja uzyskała ustawowe 30%.

Oddzielnym problemem było niedoinformowanie wyborców o zmianie miejsc, w których głosują, po zmianie granic obwodów głosowania. To również przełożyło się na frekwencję. Np. w Wilkowyi w jednej komisji frekwencja wyniosła niespełna 11%, bo nie dotarli tam wyborcy z Radlina, którzy od lat głosowali w Mieszkowie. Dopiero w tamtejszej komisji dowiadywali się, że muszą jechać 10 km do Wilkowyi, aby oddać głos. W Siedleminie frekwencja wyniosła niespełna 13%, ale tam z kolei nie dotarli wyborcy z Potarzycy, głosujący dotąd w Golinie. Podobne przypadki były również w Jarocinie. Mieszkańcy ul. św. Ducha i os. Glinki zjawiali się w Pałacu Radolińskich, aby tam dowiedzieć się, że głosują w Zespole Szkół nr 5. Mieszkańcy os. Polna zawsze głosowali w ZS nr 3 i tam się wczoraj pojawili, a tym mieli pójść/pojechać 2,5 km do SP 4. Czy brak informacji o tej zmianie na stronie internetowej gminy i w gazetce burmistrza rozprowadzanej do domów 2-3 dni prze referendum to tylko niedopatrzenie urzędników? Raczej to kolejne działanie/zaniechanie przeciwnego referendum burmistrza. Można nie zgadzać się z inicjatorami referendum, ale niedopuszczalne jest szkodzenie idei referendum i demokratycznym wyborom. Prezydent Krakowa przegrał wczoraj referendum w sprawie organizacji zimowych igrzysk, ale promował udział w głosowaniu podobnie jak jego inicjatorzy. Wykonywał uchwałę Rady Miasta. Uczestniczył też w merytorycznej debacie.
Formalnie referendum w Jarocinie, ze względu na zbyt niską frekwencję (nieprzekroczenie progu 30%) jest nieważne. Zapewne to będzie akcentował również burmistrz, który też może zdecydować o wprowadzeniu samochodów na rynek. Jednak referendum było BARDZO WAŻNE, bo jego wynik jest jednoznaczny i wskazuje, że mieszkańcy nie chcą przejazdu samochodów przez rynek i parkingu na rynku. Chcą za to, aby rewitalizacja starówki uwzględniała markę jarocińskiego festiwalu rockowego. Nieuszanowanie tego wyniku przez burmistrza byłoby skrajnie antyobywatelską decyzją, ale po doświadczeniach z zabijaniem referendum sądzę, że wszystko jest możliwe. Nieuwzględnienie wyniku referendum byłoby również szkodliwe dla demokracji. Jak bowiem wyborca ma pojąć, że wybory do Parlamentu Europejskiego są ważne przy podobnej frekwencji do tej z referendum, a głosowanie referendalne nieważne? Problem 30-procentowego progu zauważył już dwa lata temu Prezydent RP i zaproponował zmianę przepisów o referendum lokalnym (jeśli nie dotyczy ono odwołania któregoś z organów gminy) polegająca na zniesie tego wymogu formalnego. Wczorajsze głosowanie w Jarocinie pokazuje, że to krok w dobrą stronę, bo zwiększyłoby to prawa obywateli do decydowania i dawało poczucie rzeczywistego sprawstwa w rozstrzyganiu spraw lokalnych.


Referendum było bardzo ważne z jeszcze jednego powodu. Wywołało zainteresowanie dyskusją o rewitalizacji. Mieszkańcy zainteresowali się w ogóle znaczeniem tego słowa, zaczęli debatę na ten temat na forach internetowych, tam pojawiły się pomysły mieszkańców na ożywienie Starego Miasta. Na szczęście burmistrz Jarocina nie ma w swoich kompetencjach prawa do wyłączenia obywatelom Internetu. Do dyskusji o rewitalizacji włączyły się bardzo mocno i konstruktywnie media lokalne, organizacje pozarządowe, muzeum i biblioteka. Dzięki nim mogliśmy posłuchać, co o rzeczywistej rewitalizacji miast i rewitalizacji samochodami mówią eksperci, praktycy, osoby mieszkające w miastach projektowanych przede wszystkim dla ludzi, a nie dla samochodów. Szkoda, że w tej dyskusji nie uczestniczyli (poza pojedynczymi wyjątkami) radni Rady Miejskiej w Jarocinie, burmistrz i jego zastępcy, podlegli im urzędnicy. Bez nich przeprowadzenie rzeczywistych procesów rewitalizacyjnych (urbanistycznych, komunikacyjnych, infrastrukturalnych, a zwłaszcza społecznych) będzie bardzo trudne. Czasem wystarczy jednak, aby ktoś nie przeszkadzał i nie szkodził, aby mogła nastąpić pozytywna zmiana wprowadzana przez samych obywateli. Tak więc to formalnie nieważne  referendum było BARDZO WAŻNYM REFERENDUM. Jarocin się budzi, rynek dla ludzi!      






Udostępnij to: Facebook

środa, 16 kwietnia 2014

25 maja referendum w sprawie aut na rynku i rewitalizacji

25 maja wraz z wyborami do Parlamentu Europejskiego w Jarocinie odbędzie się referendum gminne w sprawie rewitalizacji centrum miasta. Dziś popołudniu w Dzienniku Urzędowym Województwa Wielkopolskiego została opublikowana uchwała Rady Miejskiej w Jarocinie podjęta 11 kwietnia. 

Inicjatywa referendalna Rady Miejskiej w Jarocinie to odpowiedź radnych na przygotowywane przez burmistrza Jarocina wprowadzenie przejazdu samochodów przez jarociński rynek i stworzenie na części rynku parkingu. Rozwiązanie takie popierają właściciele sklepów działających przy rynku, gdyż ma ono ożywić centrum miasta. Przeciwnego zdania są eksperci, którzy opracowali  dla gminy Jarocin koncepcję rewitalizacji starówki. Także z badania opinii mieszkańców przeprowadzonego przed kilkoma miesiącami wynika, że jedynie około 12% jarociniaków jest przekonanych, że to zmiany organizacji ruchu spowodują ożywienie rynku. 

W 2005 r. przy okazji wyborów Prezydenta RP w Jarocinie zapytano mieszkańców gminy Jarocin, co sądzą o pomyśle wprowadzenia aut na rynek. Wtedy 87% wyborców była przeciwna. Jednak wtedy to zapytanie nie miało formy referendum gminnego, ale sondażu. Wynik referendum gminnego jest wiążący dla organów gminy - burmistrza i rady miejskiej. 

Radni zaproponowali w uchwale dwa pytania:   
- Czy jesteś za wprowadzeniem przejazdu samochodów przez jarociński Rynek i stworzeniem parkingu na Rynku? 
- Czy jesteś za przeprowadzeniem przez gminę Jarocin rewitalizacji centrum miasta z wykorzystaniem marki festiwalu muzyki rockowej? 
                
W Jarocinie od kilku miesięcy toczy się debata nad sposobami rewitalizacji centrum miasta. Ma to związek m. in. z pojawiającymi się nowymi możliwościami inwestowania w infrastrukturę staromiejską dzięki środkom z nowego budżetu Unii Europejskiej. Jarocińscy radni chcieliby, aby działania mające na celu uatrakcyjnienie starego miasta uwzględniły także rewitalizację społeczną i gospodarczą. Dla części radnych szansą na to jest otwierany 17 lipca w sąsiedztwie rynku Spichlerz Polskiego Rocka - nowoczesne, multimedialne muzeum polskiej muzyki rockowej, stąd treść drugiego zaproponowanego pytania referendalnego.             

Aby referendum 25 maja było ważne, musi w nim wziąć udział minimum 30% osób uprawnionych do głosowania.  






Udostępnij to: Facebook

poniedziałek, 31 marca 2014

Dziś pierwsze wybory miejskiego sołtysa w Jarocinie

Dziś na terenie miasta Jarocin rozpoczynają się wybory sołtysów i rad sołeckich. Sześć sołectw zostało powołanych w miejsce dotychczasowych osiedli uchwałami Rady Miejskiej w Jarocinie z marca 2013 r., ale przez prawie rok w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Poznaniu i Naczelnym Sądzie Administracyjnym toczył się spór między Gminą Jarocin a Wojewodą Wielkopolskim, który kwestionował możliwość tworzenia sołectw na terenie miasta. Po prawomocnym wyroku NSA, w lutym br. sołectwa na terenie miasta zostały utworzone. Teraz ich mieszkańcy  rozpoczynają wybory miejskich sołtysów i rad sołeckich. W poniedziałek 31 marca o godz. 18.00 sołtysa wybiorą mieszkańcy dawnego osiedla Bogusław, teraz sołectwa Bogusław. W środę na zebraniu wyborczym spotkają się mieszkańcy sołectwa Mikołaja Kopernika, a w piątek sołectwa Tadeusza Kościuszki. W następnym tygodniu zebrania wyborcze odbędą się w sołectwach Konstytucji 3 Maja Śródmieście i Tumidaj.

Sołectwa utworzyliśmy nie dlatego, bo lubimy dziwolągi. Chcieliśmy dać takie same prawo dla mieszkańców miasta, jakie mają mieszkańcy wsi, którzy od lat korzystają z funduszu sołeckiego. Zamierzaliśmy też zasygnalizować parlamentarzystom, że ustawą o funduszu sołeckim z 2009 r. bardzo nierówno potraktowali mieszkańców miasta i wsi. W sołectwach, które funkcjonują głownie na wsi, mieszkańcy mogą decydować o przeznaczeniu przypadającego na ich jednostkę pomocniczą gminy części samorządowego budżetu wpisanego w tzw. fundusz sołecki. Radni i burmistrz muszą wykonać decyzję zebrania mieszkańców sołectwa, a minister finansów musi oddać gminie nawet 30% tak wydanych środków (od przyszłego roku nawet 40%). Tego samego prawa nie dano osobom zamieszkującym w osiedlach zlokalizowanych w mieście. 

Skoro przez kilka lat posłowie nie naprawili swojego błędu (nie uczynili tego także w ostatniej nowelizacji sprzed kilku tygodni, a jedynie zauważyli, że brak takich przepisów dla terenów miejskich jest "mankamentem" ustawy), to dostosowaliśmy się - tam, gdzie życzyli sobie tego mieszkańcy Jarocina - do obowiązującego prawa. Regionalna Izba Obrachunkowa w Poznaniu uznała przed rokiem, że z funduszu sołeckiego mogą korzystać zarówno mieszkańcy sołectw wiejskich, jak i miejskich. 

Wojewoda, jako przedstawiciel rządu, zapowiada ponowne skierowanie uchwał Rady Miejskiej w Jarocinie do sądu. Obecnie "bada" jarocińskie miejskie sołectwa.  Liczy, jaki procent terenu miejskich sołectw zajmują grunty rolne, ilu mieszkańców płaci podatek rolny i czy istnieje tam zabudowa letniskowa. Zdaniem wojewody sołectwa muszą mieć bowiem charakter wiejski. To ciekawe, bo ustawę o funduszu sołeckim przyjęto w centrum Warszawy przy ulicy...  Wiejskiej. Które z kryteriów będzie dla wojewody decydującego? Jeśli klasyfikacja podatkowa gruntów, to Śródmieście pozostanie zapewne sołectwem, bo 52% jego obszaru stanowią... grunty rolne. To głównie niezagospodarowane tereny wzdłuż rzeczki Lipinki.  







Udostępnij to: Facebook

piątek, 28 marca 2014

Bujdy burmistrza za 6 mln zł

W grudniu burmistrz Jarocina wyemitował obligacje wartości 6 mln zł, czyli pożyczył 6 mln zł, chociaż nie było to potrzebne do zbilansowania budżetu. Dziś opowiada mieszkańcom, że to jego oszczędności, efekt gospodarnych działań i racjonalnych decyzji. 

"Ponad 6 mln zł nadwyżki pozostało w budżecie Jarocina za 2013 rok. Środki zostały zaoszczędzone dzięki gospodarnemu działaniu i racjonalnym decyzjom Burmistrza Jarocina" - taka informacja została wywieszona na stronie Urzędu Miejskiego. Mniej więcej to samo burmistrz Jarocina opowiada na zebraniach z mieszkańcami, których namawia, aby zgłaszali swoje pomysły, jak wydać te 6 mln zł, bo to oni najlepiej wiedzą, co jest potrzebne. Zaledwie kilka tygodni temu tym samym mieszkańcom ten sam burmistrz  odpisywał na ich wnioski do tegorocznego budżetu. Tłumaczył, że ich propozycje nie zostały uwzględnione ze względu na... ograniczone możliwości finansowe gminy.

Wystarczy krótka analiza sprawozdań finansowych gminy za 2013 r, które samorządy muszą publikować w Biuletynie Informacji Publicznej, aby zrozumieć, że pan burmistrz bezczelnie buja mieszkańców. Pod koniec lutego okazało się, że gmina zakończyła rok z kwotą ok. 6 mln zł niewydanych środków. Te 6 mln zł nadwyżki to jednak nie efekt "oszczędności, gospodarnego działania i racjonalnych decyzji", ale niegospodarności i nieracjonalnych decyzji. Kto bowiem pożycza 6 mln zł, chociaż ich nie potrzebuje i trzyma na lokacie zapewne niższej oprocentowanej niż pożyczka? Z pewnością nie ktoś, kto racjonalnie i gospodarnie zarządza finansami publicznymi, ale na pewno pan, który za te 6 mln zł robi sobie kampanię wyborczą, mówiąc wyborcom nieprawdę. Bez względu na to, czy uwierzymy czy nie uwierzymy w bujdy burmistrza, to i tak zapłacimy za tą kampanię, bo to my będziemy spłacać te 6 mln zł.


I jeszcze ciekawostka z jednego z zebrań, na którym pada pytanie: "Jaka inwestycja jest dla was najważniejsza do wykonania w 2014 r.?". Pada nazwa drogi do wybudowania. "OK, dokumentację budowlaną zrobię to w tym roku. Kto jest za?". Kilkanaście zebranych osób podnosi ręce. "Będzie zrobione, bo zaoszczędziłem 6 mln zł". Następnego dnia okazuje się, że dokumentacja została dawno wykonana, leży w Urzędzie Miejskim i czeka na realizację budowy. 






Udostępnij to: Facebook

czwartek, 20 lutego 2014

Sołectwa w mieście Jarocin z funduszem sołeckim uchwalonym w Warszawie przy ul. Wiejskiej


Dziś o północy na terenie miasta Jarocin powstało sześć sołectw: Bogusław, Konstytucji 3 Maja, Kopernika, Kościuszki, Śródmieście, Tumidaj. To konsekwencja zakończonego wyrokiem NSA prawie rocznego sporu Rady Miejskiej w Jarocinie z wojewodą wielkopolskim. W najbliższych tygodniach mieszkańcy wybiorą miejskich sołtysów i rady sołeckie. 

Sołectwa utworzyliśmy nie dlatego, bo lubimy dziwolągi, ale aby dać sygnał parlamentarzystom, że ustawą o funduszu sołeckim z 2009 r. bardzo nierówno potraktowali mieszkańców miasta i wsi. W sołectwach, które funkcjonują głownie na wsi, mieszkańcy mogą decydować o przeznaczeniu przypadającego na ich jednostkę pomocniczą gminy części samorządowego budżetu wpisanego w tzw. fundusz sołecki. Radni i burmistrz muszą wykonać decyzję zebrania mieszkańców sołectwa, a minister finansów musi oddać gminie 30% tak wydanych środków. Tego samego prawa nie dano osobom zamieszkującym w osiedlach zlokalizowanych w mieście. 

Skoro przez kilka lat posłowie nie naprawili swojego błędu, to dostosowaliśmy się - tam, gdzie życzyli sobie tego mieszkańcy Jarocina - do obowiązującego prawa. Regionalna Izba Obrachunkowa w Poznaniu uznała przed rokiem, że z funduszu sołeckiego mogą korzystać zarówno mieszkańcy sołectw wiejskich, jak i miejskich. 

Wojewoda, jako przedstawiciel rządu, zapowiada ponowne skierowanie uchwał Rady Miejskiej w Jarocinie do sądu. Przed zaskarżeniem będzie zbierał dowody na to że, jarocińskie sołectwa nie spełniają kryteriów historycznych, zagospodarowania terenu, charakteru zabudowy, wykonywanego przez mieszkańców zawodu czy rodzaju płaconego podatku, aby być sołectwami, które - zdaniem jego prawników - muszą mieć charakter wiejski. To ciekawe, bo ustawę o funduszu sołeckim przyjęto w centrum Warszawy przy ulicy...  Wiejskiej. 






Udostępnij to: Facebook