wtorek, 3 marca 2015

Sądny dzień dla sołectw w mieście

W środę o 10.30 w Naczelnym Sądzie Administracyjnym odbędzie się rozprawa, podczas której NSA może ostatecznie rozstrzygnąć sprawę jarocińskich miejskich sołectw. Rok temu NSA uznał, że sołectwa w mieście mogą funkcjonować, ale na obszarach "o charakterze wiejskim", a o takowym mają świadczyć m. in. prowadzenie działalności rolniczej, klasyfikacja gruntów jako rolne, uwarunkowania historyczne. Jednocześnie Sąd podtrzymał wcześniejsze orzeczenie WSA w Poznaniu, że skarżący jarocińskie uchwały wojewoda wielkopolski nie dokonał oceny charakteru obszarów sołectw, stąd sprawa ponownie znalazła się w sądzie.



Jakie może być jutro orzeczenie? Rok temu NSA trafnie odczytał intencję Rady Miejskiej w Jarocinie o utworzeniu sołectw w mieście: "Działania gmin związane z (...) tworzeniem sołectw na terenach miast o zwartej zabudowie, bez funkcji wiejskich, rolniczych, produkcyjnych, usługowych, turystycznych, letniskowych, są motywowane, skądinąd słusznym, dążeniem do aktywizacji mieszkańców czemu mają służyć uzyskiwane dzięki ustawie o funduszu sołeckim środki finansowe." Bez względu na to, jakie orzeczenie jutro zostanie ogłoszone,  liczę na to, że skład sędziowski NSA zauważy nierówne potraktowanie przez posłów i senatorów mieszkańców miast i wsi. Tworząc ustawę o funduszu sołeckim, tym pierwszym nie dali prawa do korzystania z funduszu osiedlowego (bo takowego w ogóle nie przewidziano), a ci drudzy z powodzeniem od lat korzystają z tego. Aktywność mieszkańców wsi jest znacznie większa od zaangażowania mieszkańców miast, których dodatkowo demotywuje brak możliwości decydowania o podziale swojego funduszu osiedlowego na takich samych prawach, jakie mają mieszkańcy sołectw.

Kiedy rok temu sądy rozpatrywały sprawę jarocińskich miejskich sołectw, w parlamencie nowelizowano  ustawę o funduszu sołeckim. Kiedy uchwalono nowelę, senator PO Ireneusz Niewiarowski ubolewał: "Fundusz sołecki dotyczy przede wszystkim wsi. Niestety w miastach osiedla i dzielnice nie mogą korzystać z tego rozwiązania. Na ten mankament wskazywali podczas prac nad ustawą liczni senatorowie, bo społeczność miejska powinna mieć też mechanizmy, które pomagają jej w realizacji lokalnych przedsięwzięć." Z pełną świadomością nierównego traktowania mieszkańców miast i wsi parlamentarzyści postanowili zmienić ustawę o funduszu sołeckim bez rozszerzenia jej zapisów o tworzące fundusze osiedlowe. Gdyby tak się stało, żaden samorząd w Polsce nie starałby się dopasowywać do obowiązującego prawa, ale mógłby z pożytkiem dla mieszkańców stosować prawo równe dla wszystkich.


Po wyborach samorządowych dzwoniło do mnie kilku burmistrzów z różnych miast w Polsce z zapytaniem o wskazówki dla przekształcenia osiedli w sołectwa. Wszystkim radziłem poczekać do 4 marca. Jeśli jutrzejsze orzeczenie NSA okazałoby się niekorzystne dla mieszkańców Jarocina, to najbliższą okazją do zwrócenia uwagi na potrzebę zmian ustawy o funduszu sołeckim będzie rozpoczynające się w czwartek w Poznaniu Zgromadzenie Ogólne Związku Miast Polskich (ZMP). Tam burmistrz Jarocina zgłosi propozycję stanowiska ZMP,  w którym ta największa organizacja samorządowa zwróci uwagę ustawodawcy na nierówne traktowanie mieszkańców miast i wsi i zaapeluje o pilną zmianę prawa poprzez np. rozszerzenie ustawy o funduszu sołeckim o zapisy dające możliwość tworzenia również funduszy osiedlowych. Na zgromadzeniu ogólnym ZMP będą Prezydent RP Bronisław Komorowski, zapewne kilku ministrów i wielu parlamentarzystów - wszyscy bardzo przychyli samorządom, zwłaszcza w roku wyborczym, w którym cuda się zdarzają. 

czwartek, 26 lutego 2015

Środa 12 odpowiedzialnych i dziś niepopularnych

Środa była dla mnie najtrudniejszym dniem w rozpoczętej kadencji samorządu. To był z pewnością najtrudniejszy dzień dla kilkunastu radnych Rady Miejskiej, zwłaszcza debiutujących w samorządzie. Od wczoraj na wielu profilach internetowych pojawiło się żądanie ujawnienia, jak głosowali poszczególni radni, tak, jakby to było jakąś tajemnicą. Głosowanie odbywało się w obecności kilku kamer, kilkunastu aparatów fotograficznych, a zwłaszcza w obecności kilkudziesięciu rodziców i nauczycieli obecnych na sali sesyjnej.

Nie sądzę, aby ktokolwiek z radnych głosujących "za" wstydził się tego. Wczorajsze głosowanie 12 radnych nie stanowi powodu do wstydu, ale jest przede wszystkim przejawem odpowiedzialności za sprawy gminne, w tym za warunki, jakie będą stworzone dla dzieci w przedszkolach. Oczywiście dziś łatwiej być przeciw, bo takie jest ogólne oczekiwanie. Ale czy naprawdę samorząd powinien być miejscem do podejmowania wyłącznie łatwych, popularnych i przez wszystkich powszechnie akceptowanych decyzji lub miejscem braku decyzji? Dzisiejsza sytuacja finansowa przedszkoli, ale i niektórych szkół, a w konsekwencji stan finansów oświatowych w gminie Jarocin to właśnie efekt niepodejmowania w ostatnich kilku latach żadnych decyzji lub braku decyzji trudnych  i niepopularnych w pojedynczych przypadkach. Brak w minionych latach pojedynczych decyzji lub decyzji pod publiczkę w pojedynczych przypadkach dziś przełożył się na konieczność podjęcia decyzji o dużej systemowej zmianie.  12 radnych miało odwagę tego dokonać, chociaż łatwiej byłoby im wstrzymać się od głosu lub głosować przeciw. Dostaliby za to na sali sesyjnej brawa, nikt nie miałby do nich pretensji na ulicy, w sklepie czy u fryzjera.   

Zapewniam, że wraz z burmistrzem spędziliśmy z radnymi klubu Ziemia Jarocińska kilka godzin na dyskusji o przekształceniach, a przede wszystkim o uwagach, postulatach i obawach zgłaszanych przez rodziców, ale i nauczycieli. To w wyniku tych spotkań rodzicami i  radnymi klubu Ziemia Jarocińska w warunkach konkursu na prowadzenie przedszkoli i ZS w Wilkowyi znajdą się m. in. zapisy o: 1. konieczności prowadzenia w przekształcanych przedszkolach kuchni, 2. max 25 dzieciach w oddziale, 3. ograniczeniu w konkursie grona oferentów do osób prawnych (stowarzyszenia, fundacje, spółki, spółdzielnie) i wykluczenia osób fizycznych. Istnieje też bardzo duża szansa, że od 1 stycznia 2016 dotacja na dziecko 9-godzinne w przedszkolu wyniesie 5,5 tys. zł/rok i 5 tys. zł/rok na dziecko przebywające 5 godzin, a kwoty między 5 a 5,5 tys. zł na dzieci przebywające od 6 do 8 godzin. To tylko kilka dowodów na to, że głos protestujących w toczącej się debacie miał sens, bo był, jest i będzie słuchany. Z częścią argumentów nie mogę się zgodzić, ale szanuję je, bo można mieć różne opinie i rodzice mają pełne prawo do obaw o efekty zmian. Każda zmiana zawsze rodzi obawy. 

Biorę odpowiedzialność za proponowaną zmianę. Jestem jednak przekonany, że poskutkuje ona nie krzywdą wyrządzoną przedszkolakom i uczniom, ale licznymi korzyściami dla nich w porównaniu z sytuacją obecną. Zapraszam więc do współpracy w przygotowaniu i przeprowadzeniu konkursów. Zapraszam do zaangażowania się w tworzone podmioty, które w konkursie wystartują. Jeszcze raz zapewniam: jeśli w przypadku któregoś z przedszkoli lub ZS w Wilkowyi nie pojawi się żadna oferta (w co osobiście nie wierzę) lub nie będzie ona spełniała warunków konkursu i kryteriów oceny, wówczas placówkę będzie prowadziła fundacja powołana przez dwie gminne spółki, czyli de facto gmina nadal będzie odpowiadała za prowadzenie danego przedszkola lub szkoły, jednak już w innym, bardziej sprzyjającym uczniom porządku prawny.


A jak głosowali radni: Adamkiewicz Paweł (za), Banaszyński Rajmund (za), Baumann Józef (za), Czechak Lidia (prz.), Dębska Lechosława (wstrz.), Kaźmierczak Mariusz (za), Kołodziej Ryszard (prz.), Krakowiak Jan (za), Kuberka Tadeusz (prz.), Lamprecht Ireneusz (za), Maćkowiak Danuta (za), Piasecka Anna (za), Pilarczyk Zdzisława (za), Półrolniczak Marcin (prz.), Skrzypczak Andrzej (za), Szymkowiak Katarzyna (prz.), Śledzianowski Maciej (za, w Przypadku Przedszkola nr 5 wstrz.), Wojciechowski Zdzisław (za). 3 radnych było nieobecnych. Do głosowania "za" przekonywał przez kilka godzin Robert Kaźmierczak.

piątek, 20 lutego 2015

Polsko-niemiecki dokument o witaszyckiej wąskotorówce?

To może być pierwszy w Polsce film dokumentalny współfinansowany ze środków z... funduszu sołeckiego. 

Dziś przyjechał z Berlina do Witaszyc dziennikarz Kolejwizji Hermann Schmidtendorf. . Wszystko za sprawa Krzyszfa Fica - miłośnika kolei, a zwłaszcza nieistniejącej już niestety witaszyckiej wąskotorówki. W bibliotece spotkali się przedstawiciele miejscowych stowarzyszeń, OSP, rady sołeckiej, gminy Jarocin i powiatu jarocińskiego. Byli też mieszkańcy Zagórowa, gdzie niegdyś kończyła się trasa kolejki. Hermann Schmidtendorf pokazał fragmenty zrealizowanych 23 lata temu wielu godzin nagrań wideo z wąskotorówką w roli głównej. Przedstawił pomysł wyprodukowania w tym roku godzinnego filmu dokumentalnego o historii kolejki. Skąd pieniądze? Częściowo może z... funduszu sołeckiego, ale o tym za kilka dni będzie dyskutowała rada sołecka, a później ostateczną decyzję będą musieli podjąć mieszkańcy Witaszyc podczas zebrania sołeckiego. Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy Jarocin będzie starała się o dodatkowe pieniądze z Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej. 

Jeśli uda się ten montaż finansowy i prace filmowców będą przebiegały zgodnie z planem, to plenerowa premiera dokumentu odbędzie się na początku września, oczywiście w Witaszycach. Zobaczymy nie tylko kolejkę, ale i usłyszymy wspomnienia mieszkańców Witaszyc związane z wąskotorówką, która obsługiwała m. in. nieistniejące już cukrownię i cegielnię. Słuchając dziś wspomnień witaszyczan zostałem przekonany, że pierwszego dnia Bóg stworzył Witaszyce, a drugiego dnia witaszycką kolejkę wąskotorową...


A to fragment nagrań z 1992 r. https://www.youtube.com/watch?v=MH3XLeEIUgE

czwartek, 12 lutego 2015

10 lat "nowożytnego" Jarocina

10 lat temu, w czerwcu 2005 r. wspólnie z Magdą Malińską, Jarkiem Murkiem, Filipem Fajferem oraz grupą urzędników Urzędu Miejskiego w Jarocinie, Muzeum Regionalnym w Jarocinie, Jarocińskim Ośrodkiem Kultury trochę niechcący reaktywowaliśmy po 11 latach przerwy festiwal w Jarocinie. Wszystkiemu przez łódzki oddział Instytutu Pamięci Narodowej, który znalazł akta Służby Bezpieczeństwa z "Jarocinów" lat 80., przygotował publikację i wystawę o esbeckich działaniach. 



Wernisażowi wystawy miał towarzyszyć koncert jakiegoś zespołu z tamtych czasów. Jakiego? I tu zaczęły się problemy, bo powstała dłuuuuuga lista. Ostatecznie kompromis wyglądał tak:  Acapulco, Armia, Bakszysz, Dezerter, Dżem, Kobranocka, Syjon, TSA, Variete. Radiowa Trója i Radio Merkury Poznań weszły w wydarzenie prawie w ciemno... Firma "Propaganda" wydała na dvd nieocenzurowaną "Falę", przyjechał Piotr Łazarkiewcz i Andrzej Wolf (obu wtedy poznałem) no i oczywiście Walter Chełstowski... Miało być miło, sentymentalnie, kilka godzin wspominania, bez żadnych zobowiązań. Ale zobowiązanie też przyjechało... w ilości 10 tys. ludzi z całej Polski. Mimo technicznie siermiężnej imprezy, trochę niebezpiecznej (płotki pod sceną tłum złożył już w drugiej lub trzeciej godzinie podczas koncertu Dezertera), wyczerpaniu zapasów piwa ok. 23.00 (Tadeusz Polanowski jako jeden z nielicznych wierzył, że ktoś przyjedzie, ale nie że aż tylu pijących piwo), dzień po, czyli 5 czerwca 2005 r. oczywistym było, że za rok znów musi być "Jarocin".

Jarocin Festiwal 2006 zorganizował Jarociński Ośrodek Kultury, kierowany od kilkunastu miesięcy przez Marka Kurzawę. Podobnie było w 2007 r., ale wtedy pierwszy raz pojawiła się poznańska agencja Go Ahead, którą - jako ówczesny wiceburmistrz Jarocina - zaprosiłem do współpracy, czego wielu nie może mi do dziś wybaczyć, a inni mówią, że to było dobre posunięcie, bo festiwal rozwinął się pod względem produkcyjnym i artystycznym. Z samą agencją  nie mam dobrych relacji  mniej więcej od jubileuszowego Jarocin Festiwal 2010, kiedy firma przejęła na siebie ryzyko finansowe imprezy, ale i stopniowo coraz większy (do całkowitego) wpływ na część artystyczną festiwalu, znaczenie konkursu młodych artystów, sposobu ich promowania, ustalania praw i wolności na nieorganizowanym przez siebie polu namiotowym, promowanie lub bojkotowanie wydarzeń festiwalowych dziejących się na mieście i przed bramą wejściową, klasyfikowania gości festiwalowych... Co mi się nie podobało, napisałem/powiedziałem kilka razy publicznie, teraz nie warto tego powtarzać.

Dziś Urząd Miejski w Jarocinie ogłosił, że w ramach ogłoszonego jeszcze przez poprzedniego burmistrza Jarocina postępowania wyłoniono wreszcie organizatora Jarocin Festiwal 2015. Będzie nim agencja MJM Prestige z Ostrowa Wielkopolskiego, której współwłaścicielem jest... Marek Kurzawa.  Historia zatoczyła koło... Dziś Marek wraz z firmą MJM Prestige ma na koncie doświadczenia w organizacji koncertów znacznie większych - pod względem ilości publiczności - niż Jarocin Festiwal. Na początku lipca organizują występ Motörhead w Warszawie, a w październiku pierwszy raz w Polsce koncert Dave Matthews Band w Gdańsku. Szkoda, że nie w Jarocinie, ale procedura wyłaniania organizatora festiwalu przedłużała się w nieskończoność.  

Nie widziałem ofert, które podlegały ocenie komisji przetargowej, znam jednak kryteria oceny. Wiem, czego jako Jarocin wymagaliśmy od organizatorów, aby festiwal był bardziej jarociński, aby poważnie traktowano debiutantów, ale i tych, którzy chcą współtworzyć festiwal swoimi pomysłami, inicjatywami i aktywnością.

Wiele wskazuje na to, że po siedmiu latach współpracy agencja Go Ahead z Poznania nie będzie organizowała Jarocin Festiwalu 2015.  Jako sprawca zaangażowania Łukasza Minty i Andrzeja Jegliczki od 2007 r. w Jarocin Festiwal dziękuję za niezapomniane (przynajmniej dla mnie) koncerty Animal Collective, Archive, IAMX, Gossip, Jello Biafry, Editors, Flogging Molly, Peter Murphy, The Subways i jeszcze wielu innych.



Agencji Go Ahead bardzo pomagała legenda "Jarocina", ale również agencja Go Ahead sporo dołożyła do "nowożytnej" historii "Jarocina". Dziękuję. Dziś na swojej stronie napisali: "Trzymamy jednak kciuki za festiwal w Jarocin". Jarocin trzyma kciuki za powodzenie kolejnych wydarzeń organizowanych przez Go Ahead. Do zobaczenia w marcu na koncercie Archive.  Ten zespół poznałem dzięki Piotrowi Kaczkowskiemu, a na żywo pierwszy raz usłyszałem dzięki Go Ahead. Oczywiście w Jarocinie.  

czwartek, 5 lutego 2015

Nie taki Jarocin straszny...

W poniedziałek podczas konsultacji z rodzicami dzieci uczęszczających do jarocińskich przedszkoli, których przekształcenie w placówki niepubliczne rozważa gmina Jarocin, jedna z mam miała do mnie pretensje o to, że nie piszę o tym pomyśle na prowadzonym blogu. Zawstydziła mnie, bo rzeczywiście od kilku tygodni nic nie napisałem, a ktoś to jednak czytał... Miło. Dziękuję. 

Siła internetu była widoczna także na sali podczas spotkania w sali JOK-u. Skoro około 400 osób potrafiło umówić się, że przychodzą i wyrażą swoją opinię, to był to olbrzymi sukces inicjatorów tej akcji wspieranej dodatkowo przez osoby pracujące obecnie w przedszkolach gminnych. Nie dziwię się ich aktywności, bo nikt nie lubi, kiedy coś się mu odbiera, a propozycja zmian w przedszkolach oznacza m. in. zastąpienie Karty Nauczyciela inną ustawą - Kodeksem Pracy pozbawionym przywilejów KN. Dodatkowo - czego mam świadomość - część osób, od lat bardzo zaangażowanych w prace z dziećmi w jarocińskich przedszkolach odebrała propozycję przekształcenia jako przekreślenie czegoś, w co włożyli swoje serce, nauczycielską misję (w którą głęboko wierzę, znając wielu nauczycieli) i po prostu solidną pracę. Dziś ktoś przychodzi i mówi: "Zmieniamy, bo tak jest źle i za drogo!". Tak to jest odbierane, a tym "ktosiem" jestem ja, chociaż mówię zupełnie coś innego. Wygrywają jednak (nasze, moje) błędy w komunikacji, a przede wszystkim emocje  i wkrada się do tego wszystkiego jeszcze jakaś śmieszna lokalna polityka.

Dziś Anja Woj wkleiła na mojej osi czasu link do wystąpienia pani minister edukacji, która apeluje do samorządów, aby nie likwidowały szkół. Wersja papierowa listu dotarła do urzędów gmin w całej Polsce, także do Jarocina. Jak "wróg publiczny publicznej edukacji " przeczytałem z uwagą list pani minister i zgadzam się z jego treścią chyba w 100%. Podzielam każdy argument dotyczący szkód, jakie wyrządza likwidacja placówki oświatowej. Jednocześnie jestem dumny z faktu, że w gminie Jarocin od 2003 r. nie doszło do likwidacji żadnej szkoły czy przedszkola! Żadnej! Udało się to m.in. dzięki temu, co pani minister napisała w liście, a co na stronie MEN tak to streszczono: "Minister edukacji narodowej wskazała, że zamiast likwidacji małych szkół, samorządy mogą skorzystać z innych, zgodnych z prawem rozwiązań: przekazania ich do prowadzenia innym podmiotom, niż jednostki samorządu terytorialnego lub utworzenie filii." Nic innego nie robiliśmy kreując politykę oświatową gminy w latach 2002-2010. Żadna szkoła nie została zlikwidowana. 

Kilka tygodni temu Ośrodek Rozwoju Edukacji - instytucja podlegająca MEN - zaprosiła gminę Jarocin do projektu "Doskonalenie strategii zarządzania oświatą na poziomie regionalnym i lokalnym" realizowanym przez MEN. Podczas seminariów organizowanych w Lublinie, Rzeszowie, Warszawie, Olsztynie i Białymstoku mieliśmy przedstawiać jarocińskie doświadczenia - określone jako "dobre praktyki" - samorządowcom z połowy Polski. Ze względu na absorbujące aktywność w Jarocinie proponowane zmiany w funkcjonowaniu przedszkoli jarocińskie praktyki zaprezentujemy jedynie w Warszawie. Gdyby ktoś chciał dowiedzieć się o czym będę opowiadał, polecam slajd 3 i 4 z prezentacji zamieszczonej na stronie Ministerstwa Edukacji Narodowej. Tam zostały wymienione argumenty przemawiające przeciw likwidacji placówek oświatowych, a jednocześnie wskazujące korzyści, jakie mogą (choć nie muszą) wystąpić w przypadku zmiany formy prawnej prowadzenia placówek: http://www.men.gov.pl/index.php/1814-czy-warto-likwidowac-male-szkoly-list-minister-edukacji-narodowej-do-samorzadowcow

Przedszkola, których przekształcenie rozważamy, będą nadal funkcjonowały od 1 września w tych samych budynkach, z taką samą odpłatnością rodziców, zapewne z tą samą kadrą (okropne słowo, ale powszechnie stosowane, na określenie osób oddanych przedszkolakom). Głęboko wierzę, że za kilka lat jakiś kolejny minister edukacji, w kolejnej prezentacji zamieści na stronie internetowej,  jako argumenty przeciw likwidacji placówki (co nie oznacza zmiany formy prowadzenia) następnej jarocińskiej dobrej praktyki, póki co dalekiej od doskonałości i budzącej wiele emocji.


niedziela, 2 listopada 2014

COM przyrzekł Bogu...

6.077 zł za remont jednego metra kwadratowego powierzchni użytkowej dawnego budynku dworca PKS zapłaci gminna spółka JFPK firmie budowlanej. Łącznie za adaptację 87 metrów kwadratowych powierzchni użytkowej na "Centrum Obsługi Mieszkańca" spółka wyda prawie 530.000 zł. Prace na zewnątrz mają zakończyć się do... 15 listopada, czyli najpóźniej dzień przed wyborami. "COM" ma być gotowe do 31 stycznia 2016 r. 

Póki co, nie wiadomo, co mieszkańcy będą mogli tam załatwić. Przetarg ogłoszono pod koniec września. Terminy wykonawstwa tak bardzo zachęciły firmy budowlane, że przystąpiła tylko jedna. Tak wygląda "nowa polityka przetargowa" burmistrza Stanisława Martuzalskiego i jego sztandarowe dzieło - COM.

Czekam na zaproszenie od burmistrza:  niedziela, 16 listopada po sumie - uroczyste otwarcie elewacji Centrum Obsługi Mieszkańca. Stanisław Martuzalski lubi powtarzać, że boi się tylko Boga. Zaśpiewamy więc przy otwarciu: "COM przyrzekł Bogu...". Tylko co Bóg na taki COM za 530.000 zł?

wtorek, 28 października 2014

Strzelił w kostkę przy Kostce

Dziś wieczorem w ratuszu odbyło się spotkanie konsultacyjne w sprawie opracowywanego projektu rozwoju sieci dróg rowerowych na terenie gminy Jarocin. Do gminnego budżetu zadanie to zostało wprowadzone w kwietniu br. przez radnych stowarzyszenia Ziemia Jarocińska. Przez cztery miesiące burmistrz nie realizował zadania i dopiero po kilku interwencjach pod koniec sierpnia podpisał umowę z projektantem.

Na dzisiejsze spotkanie burmistrz Stanisław Martuzalski nie przyszedł.  Zastępował go wiceburmistrz Mikołaj Kostka. Był też projektant Włodzimierz Hałas, który rozpoczął od przedstawienia swoich ogólnych spostrzeżeń na temat czekających nas zmian w układzie komunikacyjnym. Namawiał, aby władze gminy próbowały wywalczyć w Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad budowę węzła w Cielczy w ramach budowy obwodnicy Jarocina. GDDiKA zrezygnowała z tego wczesniej planowanego elementu. Zdaniem projektanta węzeł w Jarocinie przy ul. św. Ducha nie będzie wstanie "odebrać" całego ruchu zjeżdżającego z dwupasmowego odcinka obwodnicy i będą powstawały korki. Projektant uznał, że najlepszym rozwiązaniem byłoby wybudowanie przez GDDKiA węzła w Cielczy i połączenia go z... łącznikiem dróg krajowych nr 11 i 12. Projektowanie tego rozwiązania odbywało się na zlecenie gminy Jarocin w czasie, kiedy burmistrzem był Adam Pawlicki. Kilka miesięcy później umowę z firmą projektową zerwał obecny burmistrz Stanisław Martuzalski.



Warto było posłuchać spostrzeżeń fachowca od rozwiązań komunikacyjnych, który bez uprzedzeń do czyichkolwiek pomysłów i koncepcji wyraził swoje opinie, nie oglądając się na to, kto zlecił mu opracowanie koncepcji rozwoju sieci dróg rowerowych.  Zdarzył mu się jeden lapsus językowy: "Chyba strzeliłem sobie w kostkę" - powiedział, siedząc obok wiceburmistrza Mikołaja Kostki. Ten nie wyglądał na zadowolonego, słuchając opinii eksperta, które burzyły całkowicie propagandowe hasła duetu Martuzalski & Kostka na temat obwodnicy, która - ich zdaniem - ma być jednym z cudów świata, a łącznik dróg nr 11 i 12 to pomysł wart jedynie wyrzucenia do kosza, mimo poniesionych przez gminę nakładów na projekt. 

Porozmawiajmy o Jarocinie.